Wykorzystujemy pliki cookies.
Polityka Prywatności      
AKCEPTUJĘ

Co to znaczy połączyć się z ciałem? – Moja droga do siebie

Fiksacja ludzi na wyglądzie jest wszędzie dookoła nas. Ale dopóki jesteśmy tego częścią, ciężko jest to zauważyć. Rozmowy i komentarze o figurze, wadze, schudnięciu czy przejściu na dietę. Wzmacniamy społeczne przyzwolenie dążenie do określonego wyglądu, nieważne czy jest on zgodny z naszą genetyką czy nie. Nie rozumiemy swojego ciała i swojej wyjątkowości. Dlatego jesteśmy coraz bardziej nieszczęśliwi.

W komentarzach takich jak np. „jak ty dobrze wyglądasz, schudłaś chyba ostatnio?” wszyscy mają dobre intencje. Ja też kiedyś byłabym tym wielce połechtana, słysząc jaka jestem śliczna bo schudłam, „to znaczy zawsze byłaś, ale teraz to już w ogóle”. Dziś, jednak, nie wiem co odpowiadać na takie słowa i czuję wewnętrzną niezgodę na przyjmowanie tego z uśmiechem. Bo dla mnie, jeszcze niedawno, takie komentarze były balansowaniem na krawędzi. Powodowały głęboki niepokój i obawę, że przytyję i nie będę już godna uwagi i pozytywnych komentarzy. Wszystkie te pochwały prowadziły mnie do paradoksalnie coraz większych kompleksów. Bo wzmacniały we mnie myślenie, że tylko dobrze się prezentująca jestem coś warta. Czułam, że każde odrzucenie przez mężczyznę czy w towarzyskie jest spowodowane tym, że nie jestem wystarczająco JAKAŚ. Patrzyłam w lustro i z obrzydzenie wskazywałam na każdą część ciała, która mi się nie podobała, którą chciałam zmienić, która nie była taka jaką miała moja wyimaginowana idealna wersja. A prawie każda część mojego ciała miała coś nie tak. 

Wiele się nauczyłam przez ostatnich parę lat.

Jedną z tych rzeczy było zdanie sobie sprawy z tego, że za każdą myślą idzie energia, a myśli mają siłę sprawczą. Dlatego, każda moja dotychczasowa negatywna, pełna odrazy myśl w stronę mojego ciała niszczyła je na poziomie komórkowym i energetycznym. Tak jak w eksperymencie japońskiego naukowca, Masaru Emoto, z molekułami wody, które zmieniają się w zależności od myśli, muzyki lub słów, na które są wystawiane. Negatywne myśli powodują, że molekuły wody zmieniają swoją cząsteczkę z pięknie geometrycznej, w nieregularną, zbitą bryłę. Ta sama woda odżywia nasze komórki i przepływa w naszych żyłach. Nic dziwnego, że nasze ciało popada tylko w jeszcze większą depresję i beznadzieję, jeśli karmimy je tylko negatywnymi myślami. A przecież to samo ciało nam pozwala doświadczać życia. 

Nauczyłam się, jak bardzo byłam częścią kultury diety, czyli społecznego przyzwolenia aby oceniać ludzi przez pryzmat tego jak wyglądają, oraz obietnicy lepszego życia za pomocą wymarzonego ciała. Jak dążyłam do odnalezienia odpowiedzi na pytanie, jak mam się odżywiać i ile mam jeść, abym mogła zdjąć z siebie tę odpowiedzialność, decydowania o swoim ciele. Szukałam reguł, które powiedziałyby mi co mam robić i jak, abym ja już nie musiała myśleć! Odcinając się jedynie coraz bardziej od ciała i intuicji, popadałam w paranoję szukania mojej diety cud.

Przewartościowałam swoje ideały, inspirując się innymi kobietami, które czuły się dobrze w swojej skórze bez względu na swój rozmiar. Które rozumiały swoją wyjątkowość i nie chciały jej zmienić. Akceptowały to, jakie ich stworzyła natura i dzięki temu potrafiły połączyć się ze swoją kobiecością, wewnętrzną mądrością i delikatnością, do siebie i do świata. 

Zaczęłam inwestować w inne jakości siebie, a nie w wygląd. Pragnęłam być bardziej hojna, szczera, ciepła, akceptująca, silna i uziemiona. Porzuciłam dążenie do wyimaginowanej wersji siebie, dążąc do szczerości i prawdziwości w sobie. Uczyłam się emanować autentycznością, co jest do tej pory trudne gdy przez całe życie chodzić w masce. Dzięki temu uwolniłam swój głos, który nie grzęźnie mi, jak kiedyś, podczas publicznych wystąpień. Nie chowam się w kąt na spotkaniach towarzyskich, a jeśli ich unikam to jedynie z dbałości o siebie, o bycie dla siebie. Nie boję się nie sprostać swoim wymaganiom, bo wiem, że zrobie tylko tyle na ile mnie stać.

Jakie mam dziś obserwacje z tego, jak zmieniło się moje życie odkąd zrezygnowałam z biczowania się na drodze do ideału?

Oto kilka z nich:

  • Nie czuję się lepiej po komentarzach na temat rozmiaru mojego ciała. Lubię swoje ciało takim jakim jest i bardziej wczuwam się w to, jak się w nim czuję, a nie jak w nim wyglądam. 
  • Czuję większą swobodę w ciele, jakby ono puściło coś, co wcześniej gromadziło w napięciu. Dzięki temu czuję lekkość i psychicznie i fizycznie. 
  • Pozwalam sobie na ruch tylko taki, na jaki mam ochotę. Joga stała się dla mnie bardziej intuicyjna, stając na macie łączę się z ciałem i pytam go, czy może wejść dziś głębiej w praktykę, czy delikatność jest bardziej wskazana. 
  • Łatwiej mi odżywiać się intuicyjnie, ponieważ nie kieruję się wytycznymi z zewnątrz tylko swoimi własnymi instynktami połączonymi z mądrością życia. Daję sobie wolność w odżywianiu, dzięki temu lepiej odczuwam sygnały głodu i sytości.
  • Czuję, że wróciła do mnie moja kobiecość, mimo że przestałam dbać o makijaż czy manicure. Mam większe połączenie ze sobą, bo widzę prawdę w lustrze. Akceptuję swoje włosy, również pod pachami, blizny i rozstępy, które są jedynie częścią mojej historii. 
  • Moja skóra i włosy są mocne, moje piersi krągłe, a moje uda silne. Mam poczucie, że akceptacja siebie daje mi pozytywne zasilenie, które widać z czasem gołym okiem. Energia myśli manifestuje się fizycznie w ciele. 
  • Łatwiej mi przychodzi odżywiać się tym, co dla mnie dobre, ponieważ coraz wyraźniej widzę i czuję, co mi służy, a co nie. Nadal mam swoje zachcianki, ale wtedy wiem, że to ochota innych potrzeb, nie cielesnych. 
  • Używki stały się dla mnie mniej atrakcyjne. Czuję, że wchodzenie w inne stany świadomości odrywa mnie od tego, w czym się osadziłam. Chwilowe ukojenie prowadzi do znieczulenia, również na polu połączenia ze sobą. 

Jeśli i ty borykasz się z dążeniem do wyimaginowanej i wyidealizowanej wersji siebie, to wiedz, że nie jesteś sama. Kultura diety dotyka każdej płci, dotychczas były to częściej kobiety, jednak i to się zmienia. Każdy zasługuje na możliwość powrotu do siebie, a w dzisiejszych czasach bodźców, jakimi są zapachy, hałasy czy co chwila błyskające obrazy zawierające ładunek informacyjny, odrywa nas od tego co prawdziwe, w nas i dookoła. Wszystko w co wierzysz, co uważasz za swoje, mogło być, tak na prawdę, zaimplementowane do twojej głowy w książce, artykule czy radiu, którego ostatnio słuchałaś. Czasem potrzeba ciszy, choć i do tej trzeba się przyzwyczaić. Pomyśl o tym jednak jak o powrocie do domu, jak o procesie, przygodzie, a ja zawsze chętnie podzielę się z tobą swoim doświadczeniem.

Dodaj komentarz